niedziela, 8 kwietnia 2012

Szczypta magii

„Koło czasu, galeria, cafeteria, miejsce magiczne. Niech wszystkie czujące istoty będą szczęśliwe i wolne od cierpienia”

W sumie na powyższym cytacie, mogłybyśmy poprzestać opisywanie tego miejsca, bo idealnie oddaje jego charakter. Jednak nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie dodały czegoś jeszcze.

Alina: Pierwszy raz weszłam tam przypadkiem, ponad cztery lata temu. Ale wyszłam wtedy jeszcze szybciej niż weszłam. Odstraszył mnie posążek Hare Kryszna, kolorystyka i zapach kadzideł w powietrzu. Rok później zaprowadziła mnie tam koleżanka i po wypiciu dużego kubka kawy (niestety nie ma już takich) oraz chillowaniu na wygodnej leżance, zaczęłam regularnie wracać do tego miejsca. Ale jego niezwykła moc i energię odkryłam dopiero wtedy, jak co piątek przychodziłyśmy tam z Agatą. Na wygodnej leżance odreagowałyśmy cały tydzień, wymieniałyśmy się plotkami, piłyśmy niezliczone ilości kawy, herbaty, szejków (niestety w ciągu tych trzech lat, nie udało nam ciągle trafić na 'owoce sezonowe'), pisałyśmy i czytałyśmy opowiadania, obczajałyśmy nowe spektakle w repertuarach, planowałyśmy podróże.. I tak pozostało do dzisiaj. Kiedy wszystko idzie nie tak, albo jesteśmy kompletnie zmęczone, idziemy do Kala naładować akumulatory pozytywną energią:)
Tam czas płynie nam inaczej, przede wszystkim wolniej i tak jakoś magiczniej.

Agata: To miejsce, gdzie świat się faktycznie zatrzymuje, cały zgiełk codziennych spraw pozostaje za drzwiami. Jesteś tylko Ty i to co sprawia Ci przyjemność. Czy to książka, czy przyjaciel- miejsce wspaniale się nadaje do niekończących się rozmów lub kojącej ciszy:) Powietrze wypełnia zapach kadzideł, wciąż ten sam. Ta charakterystyczna woń zawsze będzie mi się kojarzyć z tym miejscem, tysiącem wypowiedzianych myśli, marzeń, wypitych yellow czakr z syropem karmelowym.. Lubię to miejsce, bo wciąż mnie inspiruje. Ilekroć tam przychodzę, czuję w sobie jakąś niesamowitą magię, nabieram sił na dalszą walkę z rzeczywistością. Lubię też muzykę w Kalaczakrze. Zawsze mnie czymś zaskoczy. Jest raczej stonowana i dobrana do pory roku i godziny.

 zdjęcie pochodzi z www.myspace.com/kalaczakra


Alina: Jeśli chodzi o informację praktyczne, to ceny kawy zaczynają się już od 4złotych (espresso), bardziej wymagający nie zapłacą więcej niż 8. Ceny herbat są równie korzystne:) Poza tym, tak jak już pisałam u góry są także koktajle szejki, drinki bezalkoholowe i jakieś tajemnicze (również bezalkoholowe) napoje. Podsumowując rzeczy do picia- nie drogo, bezalkoholowo i (prawie) każdy znajdzie coś dla siebie:)
Jeśli chodzi o jedzenie, to muszę zacząć od, ukochanych przez Agatę, ciast. Oba- bananowe i orzechowe są pyszne (choć według mnie bananowe bardziej) i kosztują tylko 6zł. Na głodnych vegetarian lub po prostu na wszystkich głodnych, czekają apetyczne samosy (w dodatku z sosami!) i vege kanapki (z mozzarellą i pomidorkiem na przykład).

Agata: PLUSY- świetna obsługa, niektórzy od razu przechodzą na "cześć"- bezpośrednie ale miłe! Mam wrażenie, że nas nawet kojarzą :) To są zawsze ciekawi ludzie, pasujący do tego miejsca. I widać, że robią to co robią z pasją i optymizmem! Będąc w Kalaczakrze, nie zapomnijcie odwiedzić pana Krasnala w toalecie, jest troszkę przerażający.. Przy schodach stała kiedyś kobieta-manekin, ale niestety została schowana..nie wiemy czemu, nie wiemy gdzie. Poza tym ten lokal to nie tylko kawiarnia, to również galeria sztuki. Naprawdę przeróżnego rodzaju sztuki.. Co jakiś czas pojawia się nowa wystawa, czasami można się nieźle pośmiać z "artyzmu" prac;)
Miejsce = magia
Polecamy;)!


Nasza ogólna ocena to 10/10 !!!

poniedziałek, 20 lutego 2012

kawy?


Zaczynamy od miejsca, które odkryłyśmy całkiem niedawno, bo tydzień temu.
Nazywa się Sufi Cafe, znajduje się na ulicy Kuźniczej, więc lokalizacja świetna- w sam raz na kawę między zajęciami, albo dla zmęczonego turysty, idącego z rynku w stronę Uniwersytetu Wrocławskiego.
Od progu czuć uspokajającą woń kawy, która jakby zachęca tych zmęczonych zgiełkiem, zmarzniętych mrozem i tych niewyspanych do zatrzymania się, wejścia w świat espresso, latte czy cappuccino. Jest tam niezwykle przytulny pokój z poduszkami do siedzenia w kolorach o ciepłej tonacji. Ciekawa kolorystyka ścian, przywodzi na myśl wzburzone morze, które zadziwiająco koi. Być może to skojarzenie z wakacjami? Może to i również dzięki muzyce, która leniwie rozpływa się w kawowym powietrzu? Ciekawy efekt dają również nieco surowe drzwi, i framugi okien niedbale pomalowane farbą. Kawa nie jest droga, jak na miejsce w centrum. Zapłacicie 8.50zł za latte (bez syropu- zresztą nie ma tam zbyt dużego wyboru, jeśli koniecznie z nim to dodatkowe 1,50zł).
Słabym punktem tego miejsca są jednak niewygodne pufy, jest ich za dużo, za gęsto są umieszczone. Także stoły nie są ozdobą lokalu. Zgodnie stwierdziłyśmy, że temu wnętrzu trzeba drewnianych stolików, a nie topornych i białych.
Słaby widok z okna, bo zamiast podziwiać piękno kolorowych kamieniczek, widzimy parking pełen samochodów. Jednakże jak okiem sięgnąć nieco dalej, to dojrzymy ciekawy mural :)  Do minusów miejsca należy także obsługa. Mimo, że pan starał się z nami dowcipnie gadać, to nie był uprzejmy przynieść nam zamówienia, mimo, że lokal był pusty.
Nasza ogólna ocena to 7/10.


 kawa wyglądała...
... i smakowała pysznie.

 

niedziela, 19 lutego 2012

:-)

Agata: Wrocław to moje miasto. Tutaj powstałam, tutaj przyszłam na świat i tutaj dorastam. Czy zostanę tu do końca życia? Nigdy nie wiadomo ;-) Co roku odkrywam w tym mieście coraz więcej magii. Sama słowo "magia" wydaje się być synonimem tego miasta, zarówna jak i "the meeting place", pod szyldem którym głównie jest teraz znane. Bo to wszystko prawda, tutaj spotkamy ludzi przeróżnych, o wrocławianach nie można powiedzieć, że są jednolici w wymowie czy też w nawykach. Wiążę się to z przeszłością tego miasta, do którego po wojnie sprowadzili się ludzie z różnych rejonów Polski, a nawet świata. Zadziwiające jest dla mnie to miasto, na każdym kroku dostrzegam coś nowego, coś czego nie widziałam wcześniej. Jakby sam Wrocław odkrywał przede mną swoją tajemnicę krok po kroczku.. Co ma dla mnie najwięcej tej magii? Wrocławskie kamienice, kryjące w swoich zakamarkach historie ludzi z przeszłości, skwerki, parki, podwórka na Śródmieściu, Dworzec i niebieskie tramwaje, urywki rozmów.. Na tym blogu chciałabym ukazać Wam Wrocław taki jaki widzę. Miejsca, gdzie można chwilę odpocząć, napić się dobrej kawy czy zjeść coś dobrego. Również miejsca, gdzie udaje się swoim rowerem bądź na spacer, by uciec od miastowego zgiełku. Cóż więcej o mnie..jestem studentką filologii francuskiej, wielbicielką książek, kotów, ludzi. Zapaloną fotografką z głową w chmurach. Poza tym mam ręce lepkie od farby, kleju i lakieru, gdyż uwielbiam decoupage.
Miłego czytania :)
Alina: Nie jestem wrocławianką z krwi i kości ani nie urodziłam się we Wrocławiu, ale mieszkam tu od kiedy miałam roczek i już wrosłam w to miasto. Wrocław to miejsce do którego chce mi się wracać. Po każdej podróży, kiedy wjeżdżam tu z powrotem, czuję jakbym wracała do przyjaciela. To miasto to dla mnie przede wszystkim ludzie. Chciałam stąd niedawno wyemigrować, ale uświadomiłam sobie, że ani w Gdańsku ani w Krakowie, ani w Toruniu, mimo, że wszystkie te miasta są piękne i mam w nich znajomych, nie znajdę takich ludzi jak tutaj. Nie chodzi o to, że są idealni. Określiłabym ich raczej jako przyjaznych, a przede wszystkim otwartych.
Wrocław to także energia, świeżość, inspiracje, przestrzeń do realizowania swoich pomysłów.
Wszystko co napisałam jest jak najbardziej subiektywne i taki właśnie, sądzę, że Agata się ze mną zgodzi, będzie ten blog. Chciałabym się tutaj podzielić swoim Wrocławiem- ulubionymi miejscami, zdjęciami, zapachami, a przede wszystkim atmosferą.
Coś o mnie: studentka historii sztuki i dziennikarstwa na międzywydziałowych indywidualnych studiach humanistycznych, dziennikarka Akademickiego Radia LUZ, a poza tym dziewiętnastolatka z głową pełną pomysłów.
Lubię: podróże, góry, sztukę, teatr, ludzi, francuskie filmy, czekoladę, zapach powietrza po deszczu i życie.  

 Agata
Alina